polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania

Eleas Thea – kulinarna perełka na drodze do Paleochory.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania

I stał się cud. Najwybredniejsza z wybrednych, wiecznie niezadowolona, cholernie uparta ja, pewnego dnia nie miałam się do czego przyczepić. W każdej, nawet najlepszej tawernie, czy restauracji, zawsze znajdę coś, czego albo nie lubię, albo nie zjem bo nie, albo mi nie smakuje, albo przyczepię się do obsługi czy cen. Lubię się zapewniać, że nie jestem bucem, bo przecież wciąż kłamię, gdy kelnerzy pytają czy smakowało, a ja przytakując przeżuwam ostatni kęs obrzydliwości, jakbym żuła własne ciało. Obawiam się jednak, że piętno kulinarnego buca od dawna goreje mi nad głową, bowiem nie znalazłam się nigdy w tawernie czy restauracji, do której wracałabym bez „ale”. Do czasu, aż trafiłam na Eleas Thea.

Niewiele ponad siedem kilometrów na trasie z Tavronitis do Paleochory, na obrzeżu maleńkiej wioski Glossa, znajduje się założona zaledwie trzy lata temu tawerna, z fenomenalnym widokiem na zachód słońca, widziany znad wzgórz pokrytych gajami oliwnymi. Miejsce to odkryliśmy przypadkiem podczas jednej z naszych wycieczek po okolicy, mieszkamy zaledwie sześć kilometrów obok.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Ktoś tu się nie może doczekać!

Gdy pierwszym razem pojawiliśmy się na progu Eleas Thea… odmówiono nam wstępu! Uspokójcie wyobraźnię – nie awanturowaliśmy się po pijaku, domagając się wejścia, nie pojawiliśmy się też w strojach kąpielowych. Pierwszą datą, jaką sobie obraliśmy na wizytę w sąsiedzkiej tawernie, był pierwszy maja, a w Grecji to święto obchodzone bardzo hucznie, koniecznie przy dobrym jedzeniu. Nie było więc dla nas wolnego stolika, zarówno tarasy, jak i wnętrze pękały w szwach, a kelnerzy uwijali się pomiędzy gośćmi, jak pracowite pszczoły.

Z wielkim żalem (i głodem!) zmieniliśmy plany, lecz do Eleas Thea powróciliśmy przy najbliższej okazji. Powiem Wam szczerze – bałam się. To miejsce, od samego wejścia, było dla mnie zbyt piękne, aby było możliwe. Dość eleganckie wnętrze z pięknie wykafelkowanym kominkiem, swojski klimat na tarasie, no i oczywiście ten widok! Mój wewnętrzny buc był gotowy na beznadziejne jedzenie. Och, jak mocno się zdziwił!

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Jeszcze ciepły chleb oraz domową mizithrę z pomidorami dostaje każdy w prezencie.

Eleas Thea to sprawa rodzinna. Właścicielem jest Giorgos Goumenaki, szefową sali jego córka – Anna, a szefową kuchni jego żona – Maria. Od drzwi zasypują swoich gości życzliwością, chętnie odpowiadając na dużo za dużo upierdliwych pytań. Większość produktów stosowanych w ich kuchni pochodzi z ich farmy. Warzywa, oliwa, wino, ocet, a także mięso i sery – wszystko to produkują sami i wszystko jest dostępne w menu wyłącznie w sezonie.

Po raz pierwszy udało mi się spróbować tak świeżej, wyśmienitej mizithry, tak dobrego octu z czerwonego wina (to taka moja mała obsesja), pysznej kotopity, czyli placka z kurczakiem i takiej kreteńskiej sałatki – słodkiej od dojrzałych pomidorów, chrupiącej z gdzieniegdzie rozpływającą się mizithrą.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Fava. Małe dzieło sztuki.

Z tego miejsca powiadam Wam – opłaca się zadawać pytania! Dzięki swej upierdliwości i ogromnej pasji do tego, co udało mi się w Eleas Thea zjeść, Giorgos zaprosił mnie do obejrzenia kuchni. Poznałam przepiękne kobiety, odpowiedzialne za moją uprzednią ucztę, a także z uporem maniaka szukałam choćby kropki brudu. No, nie znalazłam. Ktokolwiek pracował kiedyś w kuchni, ten wie, że tam gdzie jest czystko, tam się je wybitne jedzenie, ponieważ nieskazitelna czystość wymaga ogromnej dyscypliny. Jakkolwiek mój wewnętrzny buc uprzednio się kurczył, to po wizycie w kuchni Eleas Thea, najzwyczajniej zaczął znikać.

Nagle, znienacka, niczym kontrola skarbówki, uderzył mnie fakt, który do tej pory spędza mi sen z powiek – po raz pierwszy w życiu nie miałam się do czego przyczepić! Nie myślcie jednak, że tak szybko się poddałam, o nie! Odwiedzaliśmy Eleas Thea średnio raz, czy dwa w miesiącu, co raz testując inne potrawy, licząc na to, że się rozczarujemy. Nic z tego.

Eleas Thea jest pierwszą restauracją, o której mogę powiedzieć, że wszystko w jej menu mi smakuje. WSZYSTKO. Jedne pozycje z karty należą do moich ulubionych, inne tylko lubię, ale to miejsce stało się nie tylko moim ulubionym, kulinarnym azylem, lecz także Waterloo dla mojego maruderstwa.

Nie pamiętam całości naszego pierwszego zamówienia, ale specjalnie dla Was, w celu napisania tejże recenzji, zdobyłam się na ogromne poświęcenie i zaciągnęłam Tomiego kolejny raz na kolację o zachodzie słońca. Dla dobra sprawy, oczywiście.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Sałatka kreteńska.

Każdy posiłek w Eleas Thea otwiera fenomenalna przystawka, serwowana w prezencie, jako znak gościnności właścicieli – domowy, cieplutki chleb na zakwasie oraz talerzyk mizithry okraszonej startymi pomidorami i polanej oliwą. Zajadając więc ten przysmak, zamówiliśmy karafkę zimnego białego wina (pół litra), sałatkę kreteńską, favę i nowość w menu – keftedes, czyli klopsiki z koźliny, z dodatkiem świeżych ziół, duszone w aromatycznym pomidorowym sosie (chyba z jałowcem, zapomniałam spytać). Ponieważ wyglądamy na takich, co to dużo jedzą, Giorgos podarował nam także talerzyk z wytwarzanym przez nich, tradycyjnym serem zilokoupi. Przepyszny, warto go sobie zamówić, w smaku podobny do naszego bundzu, w dodatku nadziany świeżą miętą i polewany miodem lub oliwą.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Zilokoupi – domowy ser ze świeżą miętą.

Do sałatki kreteńskiej z Eleas Thea mam ogromną słabość. Niby nic, proste składniki, każdy może ją zrobić w domu, ale to jakość i świeżość ich produktów, do tego ten ser i paximadia, kreteńskie sucharki, sprawiają, że zawsze gości na naszym stole, gdy się tam pojawiamy. W menu widnieje opcja dla czterech bardzo głodnych osób, jeśli więc jest Was mniej, poproście kelnera o mniejszą porcję – nie ma jej w karcie, ale zapewniam Was, że my nigdy nie mieliśmy problemu jej dostać.

Porcja favy, jaką nam przyniesiono była równie szczodra. Kremowa pasta z grochu, okraszona pomidorem, świeżymi ziołami i cebulą, z powodzeniem zastąpiłaby mi danie główne (z tym ciepłym chlebem, o tak…). Ale prawdziwym hitem okazały się keftedes – gdyby nie to, że byłam już bliska temu, aby pęknąć, wysiorbałabym ten sos nie patrząc na oburzone miny współtowarzyszy. Nie jestem fanką mięsa, gotuję i zamawiam je rzadko, a także niezwykle trudno mnie do niego przekonać, ale te klopsiki zrobiły fenomenalną robotę.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Keftedes – klopsiki z koźliny w aromatycznym sosie.

Na koniec każdego posiłku, jak to na całej Krecie bywa (a i w całej Grecji), dostajemy – znowu od firmy – karafkę ze zmrożoną tsikoudią oraz deser. Ale proszę Państwa, co to jest za deser! Trzy małe kawałeczki domowego ciasta – portokalopita, milfeig (czyli ciasto przekładane kremem mlecznym) i skąpane w syropie ciasto czekoladowe, wszystko w akompaniamencie lodów waniliowych. Miejcie ten deser na uwadze, gdy najadacie się do syta. To zaledwie kilka łyżeczek, zanim więc wyliżecie talerz (a będziecie chcieli to zrobić), upewnijcie się, że macie jeszcze miejsce na te kilka kęsów słodkości.

Wypadałoby na coś ponarzekać, aby uwiarygodnić swoją recenzję, prawda? Naprawdę nie mam na co (mojego wewnętrznego buca też to boli!), więc naciągając mocno strunę powiem – fajnie by było aby kiedyś zjeść kolację w Eleas Thea przy muzyce na żywo. Jeszcze mi się to nie zdarzyło, a myślę, że takie przeżycie byłoby już pełnią szczęścia.

polikala recenzje miejsca eleas thea kreta chania
Tsikoudia i domowy deser z gałką lodów waniliowych.

Gdzie:


www:

Co zamówiliśmy:

Co otrzymaliśmy:



Ile zapłaciliśmy:

Ilu nas było:

Uwagi:

Glossa, trasa pomiędzy Tavronitis a Paleochora, link do mapy: https://goo.gl/maps/KZXRMC8nbpFjUKcN6

eleasthea.gr

Sałatka kreteńska, fava, keftedes, białe wino

Chleb na zakwasie, mizithra z pomidorami, domowy ser zilokoupi, sałatka kreteńska, fava, keftedes, białe wino, tsikoudia, deser

€30

2 osoby

Ze względu na obecną sytuację na świecie, Eleas Thea jest otwarte wyłącznie w soboty i niedziele. W okresie świątecznym warto zadzwonić i zamówić stolik. Na miejscu znajduje się plac zabaw dla dzieci, oddzielony od głównego tarasu, więc nie słychać hałasu. Organizują wszelkie imprezy okolicznościowe, od urodzin, po wesela. Bez problemu dogadacie się tu po angielsku. Zimą warto spędzić czas w środku tawerny, przy rozpalonym kominku.

W mediach, jak i w naszych życiach, za dużo jest negatywności. Postanowiłam więc zamieszczać wyłącznie recenzje miejsc, tawern i producentów, które są moim zdaniem godne polecenia i takich, które skradły moje serce. Jeżeli nie mam nic, lub mam niewiele dobrego do powiedzenia, po prostu się na dany temat nie wypowiem.
Umieszczane przeze mnie opinie są subiektywne, ale nie da się ich kupić. Jeżeli więc coś chwalę, to chwalę to szczerze, jeżeli coś polecam, to uważam, że warto.
Mam nadzieję, że podzielisz moją filozofię.

Rzuć też okiem na:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *